Robert Celińskitrzykrotny mistrz świata masters w biegach przełajowych i na dystansie 10000m, przygotowujący się aktualnie do Tenzing Hillary Everest Marathon – najwyższego maratonu świata. To jego drugi start w maratonie u stóp Himalajów. W tamtym roku zajął ósme miejsce a tym samym najlepszy wynik osiągnięty przez obcokrajowca w historii tego najbardziej ekstremalnego maratonu na świecie !

    Śledzić  rozwój i wspierać w dążeniach do sukcesu tego ambitnego i zdeterminowanego sportowca to dla nas czysta przyjemność. Specjalnie dla Smile Design Clinic , Robert Celiński opowie o swojej pasji, zdrowym stylu życia i swoim największym marzeniu.

     

    1) Jesteś aktualnie na etapie intensywnych treningów. Jesteśmy wdzięczni, że znalazłeś trochę czasu by odpowiedzieć na przygotowanych przez nas kilka pytań. Powiedz, co oznacza dla Ciebie trzeci start w Tenzing Hillary Everest Marathon?

    R.C: To kolejna próba udowodnienia że można wygrać z lokalnymi maratończykami, z którymi do tej pory nikt nie wygrał. Kolejna moja próba walki ze sobą w tych niezmiernie trudnych warunkach wysokogórskich to jak trzecia wyprawa w głąb siebie i przełamania własnych barier mentalnych i fizycznych jednocześnie.

     

    2) W tamtym roku byłeś pierwszym obcokrajowcem w historii tego najbardziej ekstremalnego maratonu na świecie. Jak to niesamowite  osiągnięcie rzutuje na Twoją motywację w tegorocznych zawodach ?

    R.C:  W ubiegłym roku po raz drugi udało mi się zostać jedynie najlepszym obcokrajowcem w tym pierwszym, który wbiegł w pierwszą dziesiątkę:), motywacja jest tym większa iż jestem coraz bliżej pierwszego miejsca czy miejsca na podium w kategorii open, jest niedosyt i to mnie w pewnym sensie napędza bo jestem coraz bliżej, napędza mnie również to że zdobyłem nowe doświadczenie, z każdym startem w THEM zdobywamy jakieś nowe doświadczenie. To jest jak z startem w rajdzie Paryż Dakar , za pierwszym razem chyba nie jest możliwe wygrać, musisz opierzyć się, poważnie pobrudzić, zaprawić w boju nie tylko z rywalami ale z samym sobą. To są góry, popełniasz błędy i im mniej ich popełnisz to Twoje szanse rosną.

     

    3) Powiedz jak wyglądają ostatnie miesiące przygotowań przed tak ciężkim biegiem?

    R.C: Praca, praca i jeszcze raz praca. Obecnie jestem na pierwszym z dwóch zaplanowanych  trzytygodniowych zgrupowań w Szklarskiej Porębie. W naszych górach jest to jedynie mała namiastka tego co tam spotyka maratończyka. ale zawsze coś, jest tu wiele podobnych ukształtowań tras i można symulować podbiegi i zbiegi ale bez obecności najważniejszego czynnika czyli rozrzedzonego powietrza.  Najważniejszym etapem przygotowań będzie wyjazd na sześć tygodni przed startem w maratonie. 24 sierpnia planuję wylot do  Nepalu i to tam w Namcze Bazar a raczej wcześniej w Lukli zacznie się już właściwa aklimatyzacja. Dwudniowa wędrówka do Namcze Bazar gdzie spędzę trzy tygodnie na wysokości 3500mnpm i następnie będę co pięć dni zmieniał wysokość na wyższą co pół kilometra.

    Oczywiście będę biegał i dokonywał rekonesansu trasy aby ją obiegać stopniowo i zaadoptować ciało i umysł do tamtejszych warunków, czas jest niezbędny i jeśli mam go dużo tym lepiej, uważam że sześć tygodni to takie małe minimum.

     

    4) Czy jest różnica między treningiem a startem w zawodach?

    R.C: Trening powinien być elementem przygotowań do samego startu a nie samymi zawodami, chociaż czasami też powinien być takim startem ale trzeba wiedzieć kiedy można to zastosować w przygotowaniach. Na treningu budujemy formę i nie powinniśmy zawsze biegać i ćwiczyć na Maksa. Trening jest jednym z elementów, taką cegiełką z dobrą zaprawą, która z innymi cegiełkami buduje naszą formę a zwieńczeniem tego  są właśnie starty w zawodach i tam sięgamy maksimum możliwości. Na treningu też przełamujemy  własne słabości, zwalczamy obawy i utwierdzamy się że dam radę , podołam, że zrobię to , walka z własnymi słabościami i demonami , które nas zniechęcają czasem przed wykonaniem cięższego treningu.

     

    5) Będziesz zmagał się głównie sam z sobą, czy ze swoimi rywalami?

    R.C: Z jednym i z drugim, Jeśli pokonam siebie samego w sobie a ciężka jest to walka to pokonanie rywala jest łatwiejsze.

    Oczywiście moi serbscy maratończycy mają wiele atutów, mieszkają tam na co dzień , trenują pracują i żyją po prostu i są znacznie lepiej przystosowani do panujących warunków już w naturalny sposób, który wynika że tam się urodzili.

     

    6) Co jest najważniejsze w bieganiu?

    R.C: Zależy to od celów jakie sobie stawiamy. Ważna jest przyjemność , wielka frajda z biegania i to uczucie, które sprawia że czujemy się szczęśliwi z tego że trenujemy. Biegamy – bo to daje kopa i motywuje do dalszej pracy. Ważne jest też przełamywanie barier własnych na treningu. To, że „zrobiłem to, przełamałem się, nie poddałem”, umacnia mnie to psychicznie i mentalnie, powoduje że wbiegłem na wyższy „level”, zastrzeliłem demona „odpuść sobie”, który mnie czasami zniechęca.

     

    7) Czy miałeś jakieś poważniejsze kontuzje?

    R.C: Tak, na przestrzeni wielu lat mojej przygody doświadczyłem kilku kontuzji, były to kontuzje Achillesa, naderwanie mięśnia płaszczkowatego łydki, czy naciągnięcia, są one czasami nieodzownym elementem i ceną jaką przychodzi mi zapłacić za wybór takiej dziedziny sportu.

     

    8) Czy stosujesz jakąś restrykcyjną dietę, jak wygląda Twój codzienny jadłospis?

    R.C: Staram się jak mogę aby to co jem było wysokiej jakości, jedzenie jest jak paliwo w bolidzie formuły jeden, wysoka jakość paliwa to dobra energia do treningu i wyścigów. Czytam etykiety na opakowaniach i staram się unikać wszelkiego rodzaju ulepszaczy, polepszaczy i całego alfabetu chemicznych skrótów i konserwantów. staram się jeść wiele warzyw, makaronów, kasz, ryb. Stosuję też suplementację w postaci witamin i minerałów.

     

    9) Wynika że ten sport to nie tylko styl życia ale Twoje życie. Czy odbywa się to kosztem życia rodzinnego?

    R.C: Tak, to prawda. To przenika moje codzienne życie i egzystencję. W pewnym stopniu rzutuje to na moje wybory życiowe, jest cena którą trzeba w moim przypadku zapłacić. Nadal jestem samotnikiem, może to wynika też z mojego usposobienia i charakteru…

     

    11) Co jest Twoim największym marzeniem?

    R.C: Na chwilę obecną wygranie maratonu w Himalajach oraz start w Igrzyskach Olimpijskich.  Na co dzień spełnianiem  marzeń nazwałbym bycie zdrowym człowiekiem i spotykanie przyjaznych mi osób.

     

    Dziękujemy za rozmowę!

     

     

    GALERIA

    © Smile Design Clinic